🗒 11 notatek o designie z książki „Jak przestałem kochać design”

1 min read

Łatwo nam się przyznać do niewiedzy, ale nigdy nie uznamy, że nasz osąd moralny jest błędny („nie potrzeba mi szkolenia z etyki biznesu, wolę szkolenie z kompetencji twardych”). Mogę być głupi, ale nigdy zły.

Z gustem zdaje się podobnie, bo prędzej przejdzie przez gardło „nie znam się” niż „nie mam gustu”. Cały bój o duszę ludzką toczy się więc na linii etyki i estetyki, a ostatni element filozoficznej triady tj. epistemologia bywa miłym dodatkim. Choć zdarzają się też antypody jak Deng Xiaoping ze swoim „nieważne, czy kot jest czarny, czy biały. Ważne, aby łowił myszy”.


O tym właśnie dizajnie i antypodach dizajnu jest książka Marcina Wichy „Jak przestałem kochać design”. Jest o naszych narodowych bataliach z wzornictwem, estetyką, pastelozą, ładnym i nieładnym.

Autor ma Nike na swoim koncie, więc zamiast komentarzy tutaj moje 11 notatek:

  1. W ZSRR makarony produkowano w rozmiarze 7.62 na wypadek, gdyby trzeba było przestawić maszyny na produkcję łusek do nabojów. Korki od szampana miały tę samą średnicę co naboje armatek w samolotach bojowych.
  2. Obserwacja: w bloku wschodnim nie stosowano nakrętki z zabezpieczeniem dla dzieci (też ich nie potrafię otworzyć) tylko ostrzeżenia, plakaty, broszury „chroń dzieci”. Kapitalizm naginał się do ludzkiej natury taka jaka była, socjalizm – zgodnie z marksowską wykładnią, że człowiek to plastyczna suma stosunków społecznych – naginał użytkownika do „uwaga, niski sufit” i wierzył w zmianę?
  3. O oszukiwaniu. „Oszukiwanie jest jednym z wiecznych zadań architektury i designu. (…) Kiedy design zaczyna być z nami szczery, to znaczy, że świat położył już na nas krzyżyk. Nie chce już nas przekonywać. Nie wierzy w naszą siłę nabywczą. Nie potrzebuje naszych głosów. Naszych sumień czy umysłów. To się nazywa brutalizm, prawda? Moment, gdy zaczynamy się bać”
  4. Fritz Ertl, jeden projektantów obozu Auschwitz Birkenau był absolwentem Bauhausu, „Hogwartu dwudziestowiecznej architektury” zamkniętej w 1934 przez nazistów.
  5. O Polskiej szkole plakatu. „- Nic nie mów o polskiej szkole plakatu! – krzyczał. – Ludzie tym rzygają. Przez czterdzieści lat nie mogli kupić dwóch butów do pary, ale za to mieli najlepsze plakaty na świecie”
  6. O planowaniu miasta. „Bezosobowe formy: zrobiono, postawiono, spierdolono… Nigdy nikogo nie złapano za czasownik”
  7. O tym, żeby było ładniejsze. „Nad polskim projektowaniem wisi klątwa ładności”.
  8. O logo. „Przed kryzysem, w blasku transformacji ustrojowej, można było wierzyć, że biznes jest najdoskonalszą formą ludzkiej działalności. Racjonalizmu. Organizacji i zarządzania. Korporacja wydawała się niedościgłym wzorem dla instytucji, uczelni, organizacji (…). Podejrzewam że stąd się brało uczucie, którym obdarzyliśmy logo. Kolorowy znaczek okazał się przesuwką do kapitalizmu. Każdy resort, departament, urząd gminy i szkoła chciały mieć logo”
  9. O tym, że się przyzwyczają. „Przyzwyczajenie jest ergonomią dla ubogich”
  10. O logo ponownie. W rezultacie plakaty przypominają akt Unii Lubelskiej, obwieszony u dołu kiściami łąkowych pieczęci”
  11. O szarości i pastelozie „szarość to suma wszystkich podjętych decyzji. (…) Istotą pastelozy – opisanej przez Filipa Springera zmory polskich miast – nie jest dokonany wybór, lecz lęk przed dokonaniem wyboru”

Za obwolutę i okładkę Wydawnictwo Karakter powinno dostać i order uśmiechu i bombonierkę.


PS. Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, zapisz się do mojego newslettera – w poniedziałek, środę, piątek przed 8:30 dostaniesz krótkie 5 nagłówków z wydarzeniami ze świata 👇